Informacja

Ten blog powstał na potrzebę zakładki "One-shoty" na blogu http://hp-i-cena-prawdy.blogspot.com ;)
Mimo wszystko żywię szczerą nadzieję, że będzie on Wam miłym towarzyszem na nudne chwile ;)
Pozdrawiam serdecznie, Sakk <3

środa, 8 sierpnia 2012

Plan - wzbudzić zazdrość.

Och, no dobra, nigdy nie byłam dobra w wymyślaniu tytułów... Ten napisałam teraz i w ogóle mi się nie podoba, ale to lepsze niż pisanie ciągle COŚ czy Opowiadanie 1... Tak robiłam kiedyś, ach. No dobrze.
Zapraszam do zapoznania się z tekstem. ;)
Pozdrawiam serdecznie.

Hermiona Granger była bardzo miłą czarownicą.
I kulturalną.
I cierpliwą.
I tolerancyjną.
I wyrozumiałą.
O, tak. Bardzo, naprawdę bardzo wyrozumiałą.
Dlatego nie przejmowała się, gdy Ron nie zwracał uwagi na jej starania zdobycia go. Zbywała fakt, że chłopak jej nie komplementuje. Olewała to, że nigdy nie umówił się z nią sam na sam. Nawet gdy mu to zaproponowała.
Jasne, Miona. Już idę tylko jeszcze zawołam Harry'ego. - mówił i wracał z ich niezbyt szczęśliwym, zielonookim przyjacielem, któremu nie uśmiechało się wtrącać w hermionowe sprawy. Już nawet on zrozumiał intencje dziewczyny! Jednak z rudzielcem nie wygrał. Ani on, ani ona nie mieli szans z jego tępotą.
Tak jak mówiłam, Hermiona Granger była bardzo tolerancyjna i wyrozumiała. Jednak wszystko, naprawdę wszystko, ma swoje granice.
Brunetka obejrzała się w lustrze. Jej zazwyczaj bujne, niemożliwe go ogarnięcia loki zostały teraz wyprostowane. Siedziała nad nimi niemal cztery godziny z Ulizanną, ale opłacało się. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Zęby, niegdyś zbyt duże, teraz wyglądały całkiem nieźle dzięki madame Pomfrey. Orzechowe oczy podkreśliła kredką do oczu i lekkim, brązowym cieniem do powiek. Na twarz oraz dekolt nałożyła nieco fluidu, a policzki okryła odrobiną różu. Rzęsy optycznie wydłużyła za pomocą tuszu. Westchnęła. Wyglądała całkiem nieźle. Nie była zwolenniczką makijażu, ale czasami warto zaszaleć. Prawda? Strój ubrała całkiem odbiegający od jej granic normy. Założyła krótką, czarną spódniczkę i brązowy top. Nic więcej się nie przyda, stwierdziła. Oprócz butów oczywiście. Przygryzła wargę niepewna, ale potrząsnęła głową. Nie czas teraz na wątpliwości! Spryskała się perfumami i zeszła na dół.
W pierwszej chwili w pokoju wspólnym zapadła cisza, ktoś nawet zagwizdał. Ale nie obchodziło jej to. Cel, do którego zmierzała, siedział przy kominku z Harry'm. Wzięła głęboki oddech i podeszła do nich.
- Cześć, co robicie? - zagadnęła wesoło, starając się ukryć zdenerwowanie za uśmiechem. Potter odwrócił się do niej z pewnością z zamiarem odpowiedzenia jej, ale słowa zamarły mu na ustach gdy tylko na nią spojrzał. Zerknął na Rona, zaczerwienił się, a następnie wpatrzył w ogień buzujący w kominku. Nie wiedząc co robić dalej stała nad chłopakami, nieświadomie miętosząc w dłoni końcówkę spódnicy. Rudzielec obrócił się w jej stronę, otworzył usta i...
Brązowooka odetchnęła z ulgą, widząc jak jego oczy rozszerzają się w niedowierzaniu. Uznała to za dobry znak. Przynajmniej coś zauważył!
- Hermiona?
- Tak, Ron?
- Twoje włosy...
Uśmiechnęła się do niego życzliwie.
- Tak, Ron? - zapytała znowu, najbardziej kokieteryjnym głosem na jaki było ją stać.
- One, no... eee... Wiesz, że są proste?
- Tak, oczywiście. I co z tego?
Zmarszczył brwi.
- Nie, nic. Dziwnie wyglądasz. - odparł z prostotą, wracając do rozmowy z Harry'm, który wcale jednak nie wydawał się chętny do kontynuacji tematu quidditcha. Brunetka osłupiała na moment, a chwilę później w całej wieży dało się dosłyszeć jej głośny krzyk.
- Ronaldzie Weasley, jesteś niemożliwy!
Chwilę później wybiegła z pomieszczenia, decydując się na krótki spacer na orzeźwiającym powietrzu...
Tymczasem rudowłosy chłopak zamrugał kilkukrotnie, zdumiony wybuchem koleżanki.
- Stary, możesz mi powiedzieć o co jej chodziło?
- Nie wiem, Ron. To kobieta. Ich się nie da zrozumieć.
Odpowiedział mu jednym, szybkim kiwnięciem.

******

Ginevra Weasley miała serdecznie dość czekania. Użerała się z Harry'm przez całe sześć lat, starając się jak mogła przekonać go do siebie. Niestety bezskutecznie. Chłopak jakby wyłączył klepkę mówiącą "zakochanie". Nie zwracał uwagi na inne dziewczyny - z tym rudowłosa czarownica mogła się pogodzić. Jednak z tym, że pomijał także ją - to już była inna bajka. Odetchnęła więc głęboko i przywołała niewielkie lusterko. Wyglądała olśniewająco. Mogła się do tego przyznać z ręką na sercu. Już w ostatnich latach wyrobiła się na tyle, że męska część Hogwartu zaczęła zauważać ją na korytarzach i cicho pogwizdywać. Cieszyła się popularnością niemal u każdego chłopca, oprócz tego jedynego. Westchnęła. Pełne, czerwone usta wymalowała błyszczykiem. O smaku truskawek oczywiście, bo Harry je uwielbiał. Obwódkę czekoladowych oczu potraktowała eye-liner'em i jasnym, ledwie widocznym białym cieniem do powiek. Rzęsy pomalowała tuszem. Włosy postanowiła jeszcze bardziej wyprostować, a potem zostawić je takimi jakie są. Żadnego spinania ani kombinowania. Założyła na siebie kusą, zieloną spódniczkę i białą bluzeczkę. Na nogach miała klapki, tego samego koloru co i koszulkę. Ponownie westchnęła. Wyglądała naprawdę dobrze. Była pewna, że gdyby przeszła się tak po Hogwarcie zdobyłaby mnóstwo nowych adoratorów. Jednak nie na tym jej zależało. Wyszła z dormitorium i zeszła po schodach. Obecne osoby wstrzymały oddech. Nie mogła jednak wiedzieć, że robią to już drugi raz tego samego dnia. Chłopak, któremu pragnęła się przypodobać siedział właśnie przy kominku. Wyprostowała nieistniejące fałdki na spódnicy i podeszła do swojego brata i jego przyjaciela.
- Cześć, co u was słychać? - spytała, uśmiechając się przy tym szeroko. Ron obrócił się do niej i nie zdążył zrobić nic więcej. Szczęka opadła mu, co wyglądało niezwykle komicznie. Rudowłosa roześmiałaby się, gdyby nie zdenerwowanie palące ją od środka.
- Ty... - zaczął, ale reszta zdania ugrzęzła mu w garle, czemu Ginny była bardzo wdzięczna. Nie miała ochoty wysłuchiwać narzekań swojego brata co do sposobu dobierania ciuchów. Sam również nie był ideałem w tej kwestii. Posłała mu spojrzenie bazyliszka. W tym momencie do pokoju weszła Hermiona, która wyglądała co najmniej świetnie. Rudowłosa musiała przyznać jej punkt. Posłała wiele znaczący uśmiech w jej stronę, ale ta nie zareagowała. Usiadła jedynie na pufie niedaleko przyjaciół i tępo wpatrywała się w sufit, z miną świadczącą o zamyśleniu. Skupiła się więc na Harry'm, spoglądającego teraz w ogień kominka. 
- Coś nie tak? - zapytała się, kładąc mu dłoń na ramieniu. Miała nadzieję, że ten gest zapewni jej jak największą uwagę z jego strony. Spojrzał na nią i nic nie mówiąc, zmarszczył brwi.
- Ginny...
- Tak, Harry?
- Wyglądasz inaczej.
- Mmm.
- Tak, no... Jakoś dziwnie. - dokończył, wpatrując się w hipnotyzujące, czekoladowe tęczówki Weasley'ówny. Drobne palce zacisnęły się na jego ramieniu, by po chwili puścić je, Czym prędzej wyszła z pomieszczenia. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem. Warknęła, uderzając piąstką w kamienną ścianę. Dlaczego ci chłopcy muszą być tacy ślepi?!
Tymczasem w pokoju wspólnym czarnowłosy chłopak wpatrywał się w dalszym ciągu w miejsce, w którym niedawno jeszcze stała młodsza czarownica.
- Ron?
- Taa?
- Powiedziałem coś nie tak?
Chłopak podrapał się po brodzie.
- No, można tak to ująć.
- To znaczy?
- Eee, chyba nie powinieneś jej mówić, że dziwnie wygląda.
- Dlaczego?
- No, ona jest dziewczyną. Może to odebrać w obelżywy sposób.
Harry zamrugał zaskoczony.
- Co masz na myśli?
- Kiedy ktoś ci mówi, że jesteś dziwny, odbierasz to jako komplement?
- Niee, raczej nie.
- No właśnie. - powiedział, zadowolony z siebie, nieświadomy, że obserwuje go para gniewnych, orzechowych oczu. - Więc uważam, że nie powinieneś jej mówić, że wygląda dziwnie.
Hermiona momentalnie zerwała się z miejsca. W pierwszej chwili chciała rzucić na Rona kilka naprawdę koszmarnych zaklęć, ale zdobyła się jedynie na ciche:
- Ronaldzie Weasley, jesteś naprawdę, ale to naprawdę NIEMOŻLIWY!
Rudzielec spojrzał zdumiony na burzę włosów znikających za obrazem Grubej Damy.
- Powiedziałem coś nie tak?
Potter wzruszył ramionami zrezygnowany. Niczego już nie rozumiał. Bo przecież nie powiedział dziewczynie, że wygląda źle. Dziwnie nie znaczy gorzej! Westchnął ledwie dosłyszalnie.
- Nie mam pojęcia, Ron. To dziewczyny. Dla nich zawsze jest coś nie tak...

************

Hermiona ze złością kopała w każdą napotkaną srebrną zbroję, aż natknęła się na samotną postać wpatrzoną w horyzont za oknem. Powoli podeszła do niej, kładąc rękę na jej ramieniu.
- Gin? Jak się czujesz?
- A jak sądzisz?
- Żle. - powiedziała i roześmiała się sucho. Przysiadła na parapecie okna, zajmowanym w tej chwili przez rudowłosą. - Kiedy ci chłopcy zrozumieją cokolwiek?
- Nie wiem, Herm, ale raczej nieprędko. Skoro nie zorientowali się o co chodzi w tak oczywistym przesłaniu, to chyba z nimi kiepsko...
- Cały Pokój Wspólny wiedział co mamy na myśli! A oni nic! To było takie...
- Irytujące! - dopowiedziała Ginewra, klepiąc ze złością w bogu ducha winną szy... Chociaż nie, szyba nie jest niczego winna bogu, a zwłaszcza ducha. - To takie żenujące, wystawiać się dla nich w ten sposób, podczas gdy oni sami nie dość, że nic nie robią to jeszcze nie kapują! Już chyba wolałabym żeby mi dał kosza niż...
- Rozumiem co czujesz. Sama mam tak samo. Ron jest taki...
- Bezmózgi.
- Gin!
- No co? To prawda!
- ...
- Przynajmniej nie polemizujesz.
Zapadła długa cisza, podczas której każda zastanawiała się jak uświadomić chłopców co do oczywistego. Przecież to nie powinno być takie trudne! Ostateczność uderzyła w nie z ogromnym impetem. Obie westchnęły w tym samym momencie.
- Nie chciałam się do tego zniżać...
- Ale nie ma chyba innego wyjścia...
- Też tak sądzę. Więc kto?
- Ktoś z kim mają na pieńku. Kogo za nic w świecie by nie zaakceptowali. W końcu jak próbowałaś z Dean'em to do niego nie dotarło.
- A ty z Cormackiem...
- Nawet mi nie przypominaj! - Brunetka skrzywiła się momentalnie i zatrzęsła, jakby dotknęło ją coś oślizgłego. Przypomniała sobie usta chłopaka, niecierpliwie wędrujące po jej twarzy - w żadnym razie nie po wargach! Za pierwszym razem pomyślała, że jest pijany, później, że ślepy, a na końcu, że zwyczajnie szurnięty. W końcu nie codziennie zostaje się wycałowanym po powiekach, nosie i brodzie - nie ustach - od chłopaka na pierwszej randce. Chociaż nie. Ona nie została wycałowana. To było wyślinienie partnerki. Pokręciła głową, starając się odrzucić smętne myśli. - Kogo proponujesz?
- Hmm... Muszą mieć z tym kimś na pieńku, nie mogą go akceptować i pewnie koniecznie pałać do niego nienawiścią...
Oczy dziewcząt rozszerzyły się z przerażenia.
- Malfoy! - pisnęła Ginny.
- Snape! - wrzasnęła Hermiona.

******

- W porządku. Jak wyglądam?
- Świetnie.
- Gin, nie może to być... Ja wiem? Blaise?
Dziewczyna zaśmiała się rozbawiona.
- Nie, Hermi. Już z nim próbowałam. I muszę ci powiedzieć, że to w żadnym razie nie byłaby katorga. Prędzej przyjemność.
- Co?!
- No tak...
- To ja już nie pytam o szczegóły... Myślałam, że byłaś z nim tylko dla...
- Wkurzenia Harry'ego?
- Dokładnie.
- Taak, na początku. Później jednak było całkiem fajnie.
- Co się więc stało?
- Rozbieżność charakterów. - Wzruszyła ramionami, popychając ją w kierunku wyjścia z dormitorium. Brunetka uśmiechnęła się przebiegle.
- Idziemy razem, moja droga. Nie będziesz się tu kryła, podczas gdy ja... będę atakowała cel.
Ginny skrzywiła się cierpiętniczo.
- Ale Malfoy...
- Teraz DRACO. Pamiętaj.
- Ha. Ha. Bardzo śmieszne. - Jej policzki pokryły się czerwienią, gdy spojrzała na roześmianą przyjaciółkę. - Idź już do swojego Sevviego!
- Hę?
- Severuska, moja droga. Od teraz to SEVERUS. Pamiętaj!
Hermiona zbladła i odsunęła się od drzwi.
- Chyba nie dam rady. Zaraz zwymiotuję.
Rudowłosa czarownia wykrzywiła wargi.
- Czyli co, poddajemy się?
Zastanowiły się przez chwilę, zamknęły powieki i jak na zawołanie krzyknęły:
- NIE!

******

Hermiona przejrzała się jeszcze w lusterku, po czym pomniejszone schowała do torebki. Westchnęła, starając się ukryć zdenerwowanie. Wyglądała dobrze. Może nawet nieco lepiej niż jak w momencie gdy próbowała zrobić wrażenie na Ronie. Przymknęła powieki, a po chwili otworzyła je gotowa na to, co ma się stać. No, może niezupełnie, ale jednak próbowała sobie to wmówić. Ponoć takie powtarzanie czegoś, w co chce się uwierzyć pomaga. Jeżeli ktoś kiedykolwiek się nad tym zastanawiał, to Granger zdecydowanie nie miała tego problemu. To nie podziałało. Przełknęła ślinę i, zbierając całą swoją gryfońską odwagę, zapukała w drzwi.
- Czego chcesz, Granger? - warknął Snape, stając w progu. Dziewczyna obiecała sobie, że zabije się nieco później, ale na razie... Na razie trzeba grać. W końcu po to tu przyszła.
- Witam. - Uśmiechnęła się do niego najmilej jak potrafiła, nie zwracając uwagi na skręcanie żołądka. Później, powiedziała sobie. Później wykorzystam avadę. A teraz... Zatrzepotała rzęsami. - Mogę wejść... Severusie?
Szok to zbyt słabe określenie na to, co odmalowało się na twarzy nauczyciela.
- Granger, jeżeli się ze mnie nabijasz, to wiedz, że gorzko tego pożałujesz.
Parsknęła i wyszczerzyła słodko ząbki.
- Nie obrażaj mnie, Severusie. Powinieneś znać mnie lepiej niż ktokolwiek inny... Wiesz, że nie zrobiłabym czegoś takiego jeśli nie byłabym pewna swoich zamiarów. Chyba mi ufasz, prawda? - zapytała cichutko, zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość. - Prawda, Severusie?
W następnej chwili pocałowała go. Choć było to raczej krótkie złączenie warg, bo na nie więcej jak pięć sekund. Uśmiechnęła się do niego, kiedy odszedł na kilka kroków, dalej trzymając dłoń na klamce drzwi.
- Więc... Mogę wejść? - zapytała cicho, przekrzywiając głowę. I ponownie - zatrzepotała rzęsami. Ron będzie jej musiał później to wszystko słono wynagrodzić...

******

Ginny kręciła się przez jakiś czas przed wejściem do biblioteki. Wiedziała, że właśnie tam siedzi Malfoy. Skorzystała z Mapy Huncwotów wykradzionej Harry'emu, dzięki czemu nie musiała go teraz szukać. Zdenerwowanie to mało w porównaniu z tym co odczuwała. Wyciągnęła lusterko z kieszeni w spódniczce. Niezawodny przyjaciel kobiety. Albo wróg, w zależności od tego jak kto wygląda... Skinęła głową zadowolona. Przedstawiała się naprawdę nieźle. Zagryzła wargę i weszła do środka. Nie musiała długo szukać. Blondyn siedział samotnie przy jednym ze stolików. Podeszła do niego, nieświadomie przygryzając co chwila wargę.
- Cześć. - rzuciła, przysiadając się. Malfoy uniósł swoje stalowoszare spojrzenie obrzucając ją niechętnym wzrokiem.
- Czego chcesz, Weasley? Nie widzisz, że się uczę?
- Och, widzę. Po prostu chciałam z tobą pogadać. - Specjalnie starała się nadać swojemu głosu najbardziej kokieteryjny ton na jaki było ją stać w obecnej sytuacji. Ślizgon zamrugał skonsternowany, a po chwili wykrzywił wargi w irytacji.
- Pogadać o czym, Weasley? Streszczaj się.
Rudowłosa westchnęła teatralnie. Postanowiła powiedzieć to bezpośrednio.
- Podobasz mi się... Draco. Nie chciałbyś się umówić... ze mną? - zapytała, starając się utrzymać zalotny uśmiech, jednocześnie nie krzywiąc ust bądź nie zaciskając zębów.
Ślizgon spoglądał na nią przez chwilę po czym roześmiał się gardłowo.
-Ustaw się w kolejce, Weasley. Ale jest jeden minus w twojej sytuacji. - szepnął, konspiracyjnie się do niej nachylając przez stół. - Nie lubię rudych.
- Ty... - urwała, marszcząc brwi. - Wspaniały mężczyzno. Uwielbiam gdy chłopak ma swoje zdanie. Więc jak, kiedy się spotkamy?
- Weasley, jesteś głupia czy tylko udajesz?
Przymknęła powieki. To będzie trudniejsze niż sądziła. Wstała z krzesła i stanęła obok niego, przybliżając wargi do jego ucha.
- Jeszcze się przekonamy... Draco.
Następnie posłała mu złośliwy uśmieszek, mrugnęła do niego i opuściła bibliotekę.

******

- Jak było, Miona?
- Ja... To był koszmar!
- Dlaczego?
Koleżanka zamrugała skonsternowana.
- Pocałowałam go.
- Co zrobiłaś?!
- Pocałowałam. Starego. Nietoperza.
- O kurde! I co on na to?
Dziewczyna skrzywiła się, siadając na łóżku Weasley'ówny.
- Zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
- Poddajesz się?
- No coś ty! Skoro już się zniżyłam do pocałunku z nim to teraz nie odpuszczę.
- No ja myślę. - powiedziała i wybuchła śmiechem. Nie mogła sobie wyobrazić Hermiony całującej Snape'a.
- Co cię tak bawi, Ginewro?
- Nic, Miona... Po prostu to się wydaje takie zabawne.
- Tylko z twojej perspektywy. Uwierz. Gdybyś była na moim miejscu... - Obie zatrzęsły się ledwie zauważalnie.
- Więc co teraz?
- Teraz, moja droga, planuję zwyczajną rozmowę.
- Myślisz, że będzie chciał z tobą rozmawiać?
- Och, nie będzie miał wyjścia.

******

Hermiona nigdy niczego nie ukradła. No, poza kilkoma składnikami do eliksirów ze składzika Snape'a. Jednak jeśli pominąć ten fakt, to niczego nie ukradła. I teraz też tego nie zrobiła. Pelerynę jedynie pożyczyła. Stojąc przy drzwiach do komnat mistrza eliksirów owinięta właśnie w ów płaszczyk, czekała na nauczyciela, który powinien niebawem przyjść po kolacji. Nie pomyliła się. Kiedy zauważyła ciemnookiego mężczyznę, idacego wzdłuż korytarza, wstrzymała na chwilę oddech. Postrach Hogwartu otworzył po chwili drzwi, szepcząc jakieś hasło do klamki. Robiąc kwaśną minę i złorzecząc na siebie pod nosem, że nie podeszła bliżej, by móc dosłyszeć wypowiedziane słowa, zwinnie wbiegła za nim zastanawiając się jednocześnie jakim cudem jej się to udało. Odetchnęła głęboko, widząc jak Postrach Hogwartu przechodzi do toalety. Zdjęła szybko pelerynę, kładąc ją niedaleko wyjścia. Na wszelki wypadek, gdyby musiała uciekać w popłochu. Usiadła na kanapie, czekając. Po około dziesięciu minutach mężczyzna wyszedł owinięty jedynie białym ręcznikiem, drugim skutecznie susząc włosy. Oczy Granger rozszerzyły się zszokowane, na widok białego torstu nauczyciela. Jednocześnie zarumieniła się i odchrząknęła, nie chcąc trwać w niekomfortowej sytuacji. Nigdy nie sądziła, że przyłapie Severusa Snape'a wychodzącego spod prysznica! Nauczyciel zastygł w bezruchu, a po chwili opuścił ręcznik.
- Granger. - powiedział bez nutki ironii, która zazwyczaj zajmuje pierwsze miejsce w jego tonie.
- Witaj, Severusie. Po naszym ostatnim spotkaniu stwierdziłam, że lepiej będzie porozmawiać w zamkniętych komnatach niż na progu.
Uśmiechnęła się do niego słodko, starając zakryć w ten sposób zażenowanie obecną sytuacjią. Profesor zmrużył oczy.
- Nie widzę żadnego tematu do rozmów, Granger. A teraz wynoś się z moich kwater!
- Och, Severusie. Nie trzeba być od razu nieuprzejmym. Możemy się zwyczajnie czegoś napić w ciszy. Poza tym temat zawsze się znajdze. Na przykład: jak spędziłeś dzień?
- Granger... - ostrzegawszy ton nauczyciela tym razem nie zrobił na dziewczynie wrażenia. Wstała i podeszła do niego blisko. Spojrzała w te czarne, bezdenne oczy.
- Umówimy się, Severusie? Na kawę? Na obiad, kolację? Na cokolwiek. Byle razem.
- Granger, albo stąd wyjdziesz albo...
- Albo co, Sev? - Przekrzywiła głowę, kładąc jedną z dłoni na klatce piersiowej mężczyzny. Punkt dla niej. Facet odsunął się jak poparzony, a blade lico oblał mu delikatny rumieniec.
Uśmiechnęła się z przekonaniem.
- Jutro. Piętnasta. Restauracja Pod Czerwonym Makiem. Na Pokątnej. Przyjdź. - Urwała na chwilę, a nie widząc żadnej reakcji osłupiałego nauczyciela, szepnęła jeszcze. - Miłych snów, Severusie.- Puszczając mu oczko i wychodząc, uprzednio podnosząc dyskretnie Niewidkę.

******

Ginny nie robiła nic wielkiego. Po prostu posyłała blondwłosemu chłopakowi wiele znaczące uśmiechy, a od czasu do czasu muskała jego skórę swoją ciepłą, delikatną dłonią. Czasami przejechała palcami policzek, w taki sposób, że nikt tego nie zauważył, a czasami po prostu dotykała jego ręki. Za każdym razem odsuwał się jak trędowaty, a ona śmiała się w duchu z jego miny, a jawnie mrugała do niego jednym okiem. Oczywiście wszystko to robiła tak, żeby nikt inny nie zauważył. Na razie. Dopiero później zrobią huczne wejście.

******

- Witaj, Severusie. Już myślałam, że się nie zjawisz. - powiedziała brunetka, zaczytana ofertą dań. - Mają tutaj całkiem spore menu. Usiądź, proszę.
- Witam, Granger. - wycedził. Sam nie wiedział czemu przyszedł na to spotkanie. Może dlatego, że był ciekaw do czego posunie się Gryfonka?
- Usiądź, proszę. - powtórzyła, po raz pierwszy spoglądając na niego tego wieczoru. I aż zachłysnęła się powietrzem. Jego włosy... Wcale nie były tłuste.  Przez chwilę musiała wyglądać jak idiotka, mrugając zaciekle z otwartymi szeroko ustami, jakby pragnąc pozbyć się iluzji. Snape uśmiechnął się do niej drwiąco.
- Przynajmniej zamknij usta, Granger. - odparł kpiąco, siadając na wskazanym miejscu. Wewnętrznie jednak stracił rezon. Nie był pewien czy dobrze zrobił, myjąc dokładnie włosy i usuwając opary z eliksirów.
- Wyglądasz nieziemsko. - szepnęła, zaskakując samą siebie, ale była to prawda. Jego włosy wyglądały w tej chwili na miękkie i puszyste, a błyszczały się nie od tłuszczu, a zwyczajnego zadbania. Snape spojrzał na nią niepewnie i dziewczyna czule ujęła jego dłoń. Przedstawienie uważam za rozpoczęte.
- To czego byś pragnął tego wieczoru, Severusie? - zapytała, wiedząc że pytanie jest dwuznaczne. Mistrz eliksirów zbladł, wyrwał rękę i spojrzał w menu.
Zapowiadał się długi wieczór.

******

Przez ponad tydzień dziewczyny żyły tym samym trybem. Hermiona wieczorami zakradała się do kwater Snape'a, starając się wprowadzić go w jakąś konwersację, ale mężczyzna sprawnie ucinał wszystkie tematy. Po jakimś czasie zabrakło jej słów, więc przychodziła jedynie zostawić karteczkę z czasem i miejscem spotkania. Na wszystkich się zjawił.
Ginny z kolei kontynuowała swój plan. Dotykała Malfoya tu i tam, aż po kilku dniach blondyn nie wytrzymał.
- Czego chcesz, łasico?
- Och, Draco, jakiś ty kochany. Nawet wymyśliłeś już dla mnie przezwisko od takiego słodkiego zwierzątka! - pisnęła, przytulając go mocno, najmocniej jak potrafiła. Tak, żeby sprawić komuś ból. Należało mu się. - Czyli jesteśmy już na etapie przezwiska dla ukochanego? Hmm, w takim razie ja też muszę wymyślić tobie jakieś dobre... - Zawahała się udawanie. Wiedziała, że to nie będzie spektakularne podejście, ale złość kipiała w niej i skoro nie mogła na niego po prostu nawrzeszczeć to musiała odreagować to w ten sposób. - Może fretuśka?
Zatrzepotała rzęsami, próbując się nie zadławić śmiechem widząc jego przerażenie.
- Czego chcesz Weasley? Mów i znikaj z mojego życia.
Warknęła. Dlaczego wszyscy chłopcy byli tacy łatwi, ale nie ci u których starała się zdobyć szanse.
- Dobra, Malfoy. Przechodzimy do rzeczy. - powiedziała, marszcząc brwi. Ulga odmalowała się na twarzy Ślizgona. - Chcesz wkurzyć Harry'ego?
- Pottera? W jaki sposób?
- Umów się ze mną. Kilkukrotnie.
- Co ty...
- Stawiam ci ultimatum. To albo nie odczepię się do końca twojego marnego życia.
- Jeśli myślisz, że...
- Słucham, jaka jest twoja odpowiedź? - ucięła mu. - Chcesz zdenerwować Harry'ego czy raczej się boisz Wybrańca - tego, który pokonał Voldemorta?
- Nie wymawiaj tego imienia, Weasley!
- Och, jasne... Zapomniałam, że robisz w majtki już na samo słyszenie o nim. - wypluła, mrużąc oczy, po czym dodała nim zdążył nawet zacząć się bronić. - To jak? Zrobisz to, czy, jak mówiłam, boisz się?
Draco Malfoy może zdzierżyć wiele przezwisk, ale tchórzostwo nie przejdzie w jego słowniku. Co to, to nie.
- Zgoda, łasico.
- Ginny. Masz do mnie mówić po imieniu, bo jeśli sądzisz, że ktokolwiek uwierzy w nasz związek jeśli będzie inaczej to się grubo mylisz.
- Związek? Jaki znowu związek?
- To już zostaw mnie... Draco. - wyszeptała, puściła mu oczko i odeszla zadowolona. Z biblioteki. Znowu. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że chłopak musi być nieco podobny do Miony. Przesiaduje tu tyle czasu...

******

- Jak ci idzie, Miona?
- Cóż... Nieco ślamazarnie. Severus jest ciągle zgorzkniały i spięty. Nawet po kilku próbach pocałunku nie pozwolił mi się do siebie zbliżyć.
Rudowłosa wybałuszyła oczy.
- Całowałaś go jeszcze?
- Taak. Bez powodzenia.
- Nie odpowiedział?
- Nie! Doprowadza mnie do szału. Zobaczysz, w końcu odpowie.
- Taa.
- No co, nie wierzysz?
- Wierzę, wierzę. Mężczyźni zawsze są tacy sami i w gruncie rzeczy akurat przed TYM nie potrafią się wzbraniać, zwłaszcza jeśli dziewczyna sama lgnie im w ramiona.
- Mhm. A co z Malfoy'em?
Skrzywiła się, kręcąc głową.
- Nie dał się namówić na randkę za pomocą flirtu.
- Więc?
- Więc powiedziałam mu, żeby zrobił to by wkurzyć Harry'ego.
- Co?!
- No tak. To na niego najlepszy sposób.
- Cholera. Że też ja o tym nie pomyślałam!
Ginewra zaśmiała się.
- Każdemu się może zdarzyć.
- Czyli jesteście już parą?
- Jeszcze nieoficjalnie.
- Jak planujesz to ogłosić?
- Już moja w tym głowa. - powiedziała, z błyskiem w oku.

******

Hermiona siedziała zdenerwowana na sofie w kwaterach nauczyciela. Nie było go jeszcze, ale nie przeszkadzało jej to. Teraz, kiedy w końcu dosłyszała jego hasło, mogła tutaj wchodzić kiedy tylko jej się zachciało. Raz rozzłoszczona postanowiła się zemścić za niedostępność, którą jej oferuje i pozamieniała jego czarną sypialnię na różową, wypełnioną mnóstwem płatków róż. Dorzuciła też kilka pluszowych misiów, wiedząc że tego nie zdzierży. Nie pomyliła się. Kiedy tylko ją zobaczył przygwoździł ją do ściany na korytarzu sycząc jakieś groźby. Przyjęła je ze śmiechem, wyobrażając sobie jego minę gdy chciał się położyć do snu, a następnie pocałowała go. Odsunął się od niej czym prędzej i stał przez chwilę w miejscu niepewien co powinien zrobić. Jednak gdy tylko usłyszał pytanie Hermiony czy mu się podobało uciekł niczym spłoszona mysz.
Westchnęła. Z pewnością nie był to udany związek, jeżeli w ogóle to coś można tak nazwać. A wszystko dla Rona. Zmarszczyła brwi. Dawno już nie myślała o rudzielcu. Teraz każdą wolną chwilę zajmował jej tłusto... Nie, nie nosił przy niej tłustych włosów. I to kolejna rzecz, która jej się spodobała. Zachowywał się jakby mu zależało. Dlaczego więc nie chce dopuścić do siebie dziewczyny?
Koniec z tym!, krzyknął jej umysł.
Usłyszała jak ktoś otwiera i zamyka drzwi, więc wbrew spięciu, które wstąpiło w jej ciało, postarała się wyglądać na rozluźnioną. Ułożyła się ponętnie na łóżku, obserwując sylwetkę ubraną na czarno, przemierzającą pomieszczenie.
- Witaj, Sev. Jak ci minął dzień? - zapytała, sprawiając, że mężczyzna podskoczył. Uśmiechnęła się do niego łagodnie.
- Granger...
- Hermiona. - poprawiła go niezadowolona. - Jestem Hermiona. Tak trudno zapamiętać?
Nie odezwał się, ale jego oczy wpatrywały się w nią z taką uwagą, że się zarumieniła.
- Hm, będziemy tak trwać w bezruchu? - spytała, ponownie się uśmiechając. - Nie odpowiesz mi? Jak ci minął dzień.
- Dobrze.
Przewróciła oczami.
- Na lekcjach bywasz bardziej wygadany. Cóż, w takim razie... - Zmrużyła oczy. - Przejdę do sedna. Kiedy mnie do siebie dopuścisz?
Nie sądziła, że dożyje dnia, gdy nauczyciel wytrzeszczy oczy.
- Że co, proszę?
- Cóż, jak na razie jesteś do tego stopnia niedostępny, że zaczyna mnie to męczyć. - Zawahała się na chwilę, gdy wpadła na pewną myśl. - Jeżeli to jest własnie twój sposób na odrzucenie mnie, to nie masz co próbować. Nie odejdę. - Przekrzywiła głowę. - Więc? Kiedy, no wiesz, dopuścisz mnie do siebie?
- Co ma pani na myśli, panno Granger?
Warknęła, wstając nagle i stając przed nim. Profesor nie odsunął się, co uznała za dobry znak. Pocałowała go. Znowu nie odpowiedział.
- Cholera! Sev, kiedy pozwolisz mi się pocałować? I kiedy zaczniesz do mnie mówić po imieniu? - krzyknęła, siadając ponownie na sofie. Spoglądała na niego nieprzychylnie, starając się uspokoić. Nie pamiętała już dlaczego to wszystko zaczęła. Teraz nic nie miało znaczenia, oprócz tego, że ten mężczyzna doprowadzał jądo szału!
- Panno Granger, ulegam, mam nadzieję mylnemu, wrażeniu, że liczy pani na to bym ją pocałował.
- Dokładnie! Nie wierzę, że tak długo zajęło ci dojście do tego! A mówią żeś inteligentny...
Jego oczy zabłysły niebezpiecznie.
- Insynuujesz coś, panno Granger?
- Hermiono. I tak, insynuuję, że się mnie boisz. - stwierdziła nagle z radością. - Boisz się mnie pocałować.
Jeżeli kiedykolwiek ktoś myślał, że widział Snape'a wpadającego w furię, to na pewno nic w porównaniu z tym czego świadkiem była w tym momencie Gryfonka. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy nie wezwać kogoś na pomoc. Na przykład Dumbledore'a.
- Chce pani powiedzieć, że jestem tchórzem?! - warknął, podchodząc do niej i kładąc dłonie po obu stronach jej głowy. Zbliżył twarz tak blisko jej własnej, że zapomniała na chwilę jak się oddycha. Co innego robić to jemu, a co innego kiedy on zrobił to jej. Przełknęła głośno ślinę i spojrzała mu prosto w oczy.
- Tak. - odparła.
Chwilę później została pocałowana.

******

Ginny zlustrowała Wielką Salę wzrokiem. Harry, Ron i Hermiona byli już na swoich miejscach. Draco jeszcze nie było. Dobrze, nawet bardzo dobrze. Westchnęła i czekała. Robiła to już od ponad dziesięciu minut. Kiedy wreszcie dojrzała idącego Ślizgona wraz z jego świtą, zdenerwowała się nie na żarty.
- Draco! Chodź tutaj! - zawołała go, czerwona z zażenowania. Reszta osobników z wrogiego domu spojrzała na nią zaskoczona, wymieniając spojrzenia. Na końcu ich wzrok spoczął na Malfoy'u, który wyglądał na nie mniej zmieszanego. Chłopak zmarszczył brwi, najwyraźniej chętny coś odpyskować, więc podeszła do niego i brutalnie odciągnęła do reszty. Był zbyt zaskoczony by zareagować jakoś inaczej, wiec odpowiedziała za niego na pytające spojrzenia Ślizgonów.
- Idźcie do Sali, zaraz do was dołączy.
- Co ty robisz, łasi...
- Ginny! - poprawiła go, patrząc na niego zawzięcie. Zmrużył powieki.
- Ginny.
- A to, że dzisiaj wejdziemy razem.
- Że co?!
- No tak, wejdziemy razem.
- Miało być tylko kilka randek. Nie wchodziło w grę...
- Co? Mówiłam ci - to ma być Z-W-I-Ą-Z-E-K. Chyba nie sądziłeś, że tak po prostu utrzymamy to w tajemnicy?
Po jego minie wywnioskowała, że tak właśnie myślał. Rudowłosa, wzdychając, pokręciła z politowaniem głową.
- Jak w ten sposób miałbyś wkurzyć Harry'ego?
- Eee...
- To jest jego tekst. - powiedziała, uśmiechając się lekko. Złapała go za rękę. - Chodź.
Ruszył za nią, klnąc mentalnie na wszystkich, którzy doprowadzili do dzisiejszego dnia. Nawet na rodziców, skoro go urodzili i wychowali...
Stanęła w progu Wielkiej Sali, a wszelkie szepty ucichły widząc ją idącą za rękę z Malfoy'em. Uśmiechnęła się szeroko widząc jak ludzie wybałuszają oczy. Zanim jednak pozwoliła im rozpocząć na nowo rozmawiać, z pewnością o nowej hogwarckiej parze, obróciła się do Ślizgona.
- Gotowy?
- Na c... - reszta zdania nie była dana zostać wypowiedzianą. Pocałowała go, po raz pierwszy i z uczuciem większym niż kiedykolwiek dotychczas. Początkowo był zbyt zaskoczony by zrobić cokolwiek innego, ale chwilę później rozchylił wargi i językiem zaczął badać wnętrze jej ust. Jęknęła zdumiona, ale nie przerwała pocałunku. Trwali by tak długo, złączeni ze sobą, gdyby nie krzyk wzniesiony po Wielkiej Sali.
- GINEWRO MOLLY WEASLEY, CO TY DO WSZYSTKICH DIABŁÓW WYPRAWIASZ?
Ginny oderwała się od Draco, posyłając mu słodki uśmiech i odwróciła do brata, biegnącego aktualnie w jej stronę.
- A na co to wyglądało, Ron?
- No... To wyglądało... Jakbyś go całowała! - dokończył, dumny z siebie.
- Dokładnie. I jakie wnioski?
- Jak... Jak możesz go całować?
- Ponieważ - szepnęła, mrużąc oczy. - jesteśmy teraz parą. Prawda, Draco?
- Eee...
Po raz drugi tego dnia jedyny spadkobierca rodu Malfoy'ów wykazał się elokwencją stopnia zarezerwowanego dotychczas dla Pottera. Dziewczyna nie mogła się powstrzymał i wybuchła śmiechem. Może, wbrew pozorom, są o wiele bardziej do siebie podobni niż jej się wydawało? Rozbawiona, obróciła się w jego kierunku.
- Draco? - zapytała dalej rozweselona.
- Ty... - Przełknął ślinę. - Mówisz poważnie?
Zastanowiła się przez chwilę, a jej uśmiech bladł powoli. Wiedziała o co pyta. Czy ze stopnia "wkurz Harry'ego" przeszli na stopień "para". Owszem, przez ostatni tydzień bawili się wyśmienicie. Codziennie wymykali się do Hogsmead, a rudowłosa za każdym razem upewniała się, że Potter widzi ją jak wychodzi. Jednak w miarę upływu czasu coraz rzadziej myślała nad czarnowłosym Gryfonem, a skupiała się na dobrej zabawie ze Ślizgonem. Nie potrafiła nawet określić, kiedy zauważyła, że jego uśmiech jest uroczy, jeśli nie wykrzywia się złośliwie, albo że chłopak posiada całkiem dobre poczucie humoru... Jednak nie spodziewała się, iż Malfoy przekona się do niej w taki sam sposób. Wbrew wszelkiej logice zaschło jej w gardle.
Ostrożnie skinęła głową.
- Jak najbardziej.
- W takim razie... - Rozglądnął się po wnętrzu Wielkiej Sali, chwytając ją nagle za dłoń. - Tak. Jesteśmy parą.

******

Hermiona patrzyła na to wszystko w szoku. Spojrzała na Harry'ego, ale nie wyglądał na smutnego. Wręcz przeciwnie, uśmiechał się jakby zadowolony ze szczęścia młodej czarownicy. Westchnęła. Czyżby to dlatego nie miała u niego szans? Czy nie był w niej zwyczajnie zakochany? Pokręciła głową i zerknęła z zazdrością na złączone ręce Ślizgona i Gryfonki. Przygryzła wargę, w jednej chwili decydując się co powinna zrobić.
W regulaminie nie było żadnego zakazu związku uczennicy z nauczycielem jeśli obie osoby są pełnoletnie. A ona, oczywiście, już taka była. Wstała i przeszła przez Wielką Salę, obeszła stół nauczycielski i stanęła przed Severusem. W pomieszczeniu zapadła cisza. Kątem oka zauważyła tylko, że Ginny szczerzy się do niej i kiwa zachęcająco głową. Wzięła głęboki oddech i nim zdołała chociażby pomyśleć, pochyliła się i złożyła pocałunek na ustach Mistrza Eliksirów.
Jeżeli wcześniej w Wielkiej Sali panowała cisza, to teraz nie było na to określenia. Hermiona szczerze wątpiła czy ktokolwiek choćby oddycha. Kiedy oderwała się od Snape'a, podniosła dłoń i dotknęła pieszczotliwie jego policzka. W duchu jednak cieszyła się jak głupia. Wcześniej bała się, że jeśli zrobi to przy wszystkich nie dopuści jej do siebie, ale odpowiedział jej i to z jakim pożądaniem... Zatrzęsła się, kiedy spojrzała w te czarne oczy wypełnione żądzą. Uśmiechnęła się, pochyliła i szepneła tylko:
- Dzisiaj wieczorem w twoich kwaterach.
Następnie wróciła do stołu i zaczęła jeść kolację, kątem oka dostrzegając rozanielonego Dumbledore'a. Chwilę później obok niej usiadła Ginny. Ron wrócił do nich, dalej zbyt zaskoczony informacjami, które najwyraźniej nie mieściły mu się w głowie, bo odpuścił sobie nawet jedzenie. Jedynie Harry skinął jej głową, dając tym samym znak, że aprobuje wszystko co zrobiła. Podziękowała mu szerokim uśmiechem, a pod stołem złapała rudowłosą za dłoń. Odwdzięczyła się mocnym uściskiem. Dzięki niemu zrozumiała wszystko.
Obie były szczęśliwe.

******

- Jak było wczoraj, Mio?
- Wspaniale...
- Tylko tyle?
- Tylko tyle mogę powiedzieć. - zaśmiała się, rumieniąc jednocześnie. Ginny wystarczyło to za każdą inną odpowiedź.
- Dobry jest?
- Gin!
- Okej, okej. Nie chcesz nie mów. - Wyszczerzyła się do niej. Hermiona pokręciła rozbawiona głową.
- A co u ciebie i... Draco?
- Wszystko się jakoś układa.
- Och, niezbyt rozbudowana odpowiedź.
- Tylko tyle mogę powiedzieć. - odparowała.
Patrzyły na siebie przez chwilę, by w końcu wybuchnąć śmiechem.
- I co z Harry'm?
- A co z Ronem? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Cóż... Dawno już o nim nie myślałam.
- Ja również.
- Cieszysz się?
Uśmiechnęła się do niej leciutko.
- Jak najbardziej. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego partnera niż Draco...
- Taak. Sev jest doskonały.
Westchnęły obie, rzucając się na łózko brunetki. Nic więcej nie musiały mówić.

******

- Wiesz co, Harry?
- Mmm?
- To dziwne, co nie?
- Co takiego?
- Noo, Hermiona i Ginny. Są z naszymi największymi wrogami. Nie dręczy cię to?
- Eee...
- Taak, masz rację.
- Mhm.
- Hmm. Zawsze myślałem, że to ty będziesz z Ginny.
- Doprawdy?
- Taa.
- Cóż, ona nie wydaje się zainteresowana.
- Racja. Dziwne.
Nastała chwila ciszy, podczas której każdy przyglądał się swoim stopom.
Rudzielec wziął głęboki oddech i zacisnął powieki. Następnie zagarnął rękę przyjaciela w swoją. Zaskoczony Harry zerknął na ich złączone dłonie, zanim odwzajemnił uścisk.
- To co, idziemy polatać? - zaproponował Ron, czerwieniejąc lekko.
Potter posłał mu życzliwy, pełen zadowolenia uśmiech.
- Jasne. Czemu nie.


KONIEC.

1 komentarz:

  1. Witam,
    haha tekst jest naprawdę wspaniały, tak, tak Hermiona i Ginny miały wielki plan zwrócenia na siebie uwagi Harrego i Rona, niestety ten plan nie odniósł żadnego skutku, podobał mi się Severus, taki niedostępny, a jak widać było się starał...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń