Informacja

Ten blog powstał na potrzebę zakładki "One-shoty" na blogu http://hp-i-cena-prawdy.blogspot.com ;)
Mimo wszystko żywię szczerą nadzieję, że będzie on Wam miłym towarzyszem na nudne chwile ;)
Pozdrawiam serdecznie, Sakk <3

środa, 8 sierpnia 2012

To już nie wróci.

Opowiadanie nieco dziwne, pisałam je naprawdę spory okres czasu, początek pod wpływem chwili, dalszy ciąg nieco bardziej "żeby skończyć". Mam do niego niejaki sentyment, choć dobrze zdaję sobie sprawę, że jest... inne. Po prostu. No i można się pogubić. ;)
Mimo wszystko zapraszam do zapoznania się z tekstem.
Miłego czytania ;)


- Gdzie on jest?
- W środku. Severusie, proszę, nie rób nic głupiego.
- Ja nigdy nie robię niczego głupiego, Minerwo. To domena Gryfonów.
Kobieta przygryzła wargę. Spojrzał na nią dokładniej po raz pierwszy tego wieczoru. Zapuchnięte, przekrwione oczy, czerwony nos, zapewne od wydmuchiwania go w chusteczki... Dziwnie było widzieć ją w takim stanie. Przytaknęła powoli.
- Widzieli się z nim już wszyscy.
- I co z tego?
- Nikt nie chce kontynuować tych wizyt. Oprócz panny Granger, ma się rozumieć.
- A co z tą ofiarą, Weasley'em?
McGonagall pokręciła głową.
- Nie wiem. Po prostu przestał przychodzić. Nigdy nie wyjaśnił dlaczego.


******

- Dlaczego tu siedzisz, Potter? Jest jakieś logiczne wytłumaczenie całego tego bałaganu?
- Bo ty upadłeś, Severusie. Ja z kolei opadłem. - oznajmił z prostotą.
Snape wzdrygnął się z dwóch powodów. Ten młody chłopiec użył jego imienia, prawdziwego imienia. Do tej pory robiło to naprawdę niewiele osób. Po drugie, przenośnia jakiej użył, a był pewien, że to metafora, była jednocześnie niejasna, tajemnicza ale i przerażająca na swój własny, znany tylko Potterowi, sposób.
- Przepraszam, wolałbyś żebym się do ciebie nie zwracał po imieniu?
Chciał tego, ale duma nie pozwoliła mu na to przystać. W końcu ten chłopak był dwadzieścia lat młodszy od niego. Nie wypadało żeby nagle, po takim okresie nienawiści ni stąd, ni zowąd zwracał się do niego na "ty". Poza tym przysiągł sobie siać postrach wokół Pottera. A przechodzenie na mówienie sobie po imieniu temu nie sprzyjało.
- Wolałbym nie.
- W porządku. Zanim upadłeś lubiłeś to.
Zmrużył oczy.
- Dlaczego upadłem?
- Obaj mieliśmy upaść. Ale ja opadłem. Nie wiem czemu.
Severus miał ochotę uderzyć głową w stół. Harry spoglądał na niego z wyrazem pełnego zaufania, a pogodne, zielone oczy uśmiechały się do niego całą duszą Pottera. Postarał się, by jego ton był łagodny nim powiedział cokolwiek innego.
- Co to znaczy, że upadliśmy, Harry?
Chłopak zatrząsł się, a jego oczy rozszerzone w tej chwili, wyrażały nieograniczone zdumienie.
- Nie powinieneś do mnie mówić Harry. Ty nie jesteś Severusem. On nie mówił do mnie w ten sposób. Nawet przed upadkiem. Nigdy nie chciał, nawet pomimo tego co razem przeżyliśmy. Nie potrafiłem go do tego namówić.
Snape warknął mentalnie.
- Jestem Severusem. Severusem Snape'm.
Gryfon, a może raczej były Gryfon, potrząsnął głową nie spuszczając z niego swoich oczu. Oczu koloru Avady. Oczu, w których kryło się coś hipnotyzującego.
- Nie jesteś. Nie możesz nim być. On by się tak do mnie nie zwrócił.
- Jak w takim razie by się do ciebie zwrócił?
Brunet uśmiechnął się nieśmiało.
- Nie wiem na pewno. On był nieprzewidywalny. Jednak na tyle, na ile go znam powiedziałby coś podobnego do "Potter, masz mi w tej chwili wyjaśnić co to wszystko znaczy i dlaczego sobie z nas pogrywasz?!". Oczywiście wszystko doprawione odpowiednią ilością jadu.
Starszy czarodziej westchnął bezgłośnie. Może i rzeczywiście powiedziałby coś takiego, ale w obecnym stanie chłopaka nie mógł się zdecydować, czy takie traktowanie go byłoby odpowiednie.
- Wydaje się, że znasz go bardzo dobrze.
Wbrew oczekiwaniem i na przekór jakiejkolwiek logice zielonooki zarumienił się i spuścił wzrok zażenowany najwyraźniej jakimś wspomnieniem.
- Tak sądzę. Przed upadkiem spędziłem z nim mnóstwo czasu. Czasami żałuję, że upadł, a ja jedynie opadłem. Cieszę się jednak, że sprawa nie wygląda odwrotnie. Dla niego byłoby to cięższe.
- Cięższe?
- Właśnie tak.
- Dlaczego...
- Po prostu cięższe.
Mężczyzna zwęził oczy.
- Wydajesz się być normalny.
Chłopak przekrzywił głowę.
- A czym jest normalność? Severus mówił mi, że coś takiego nie istnieje.
- Miałeś się tak o nim nie wyrażać.
- Czyli przyznajesz, że to nie ty?
- Wcale, a wcale. Ale może tak jest łatwiej.
- Możliwe.
Cisza jaka nastała między nimi była ciężka, a przynajmniej dla tłustowłosego czarodzieja. Z każdą chwilą zdawała się jedynie rosnąć, przybierać na sile... Harry jednak nic sobie z niej nie robił i w tym czasie przyglądał mu się z zainteresowaniem. Kiedy Snape podjął wreszcie decyzje by wyjść, Potter szepnął:
- Szkoda, że przypominasz go tylko z wyglądu.
W następnej chwili opuścił pomieszczenie, nie mając pewności czy wytrzymałby przebywanie w nim dłużej.
Za drzwiami czekał lekarz. Uśmiechnął się do niego blado
- I jak, panie Snape?
- Dziwne. Wydaje się być norm... zdrowy - poprawił się niemal automatycznie. Ten przytaknął ze smutkiem.
- Bo teoretycznie jest, ale nie potrafi żyć samodzielnie. Ciągle opowiada o tym jak było mu dobrze przed "upadkiem". Nie rozumiem co chce przez to nam powiedzieć, ale ludzie chorzy często wymyślają własny kod by porozumiewać się z otoczeniem. Podejrzewamy, że to właśnie jeden z nich.
- Dlaczego ciągle mi mówił, że upadłem?
Oczy lekarza rozszerzyły się w szoku.
- Mówił, że pan upadł?
- Dokładnie - odparł niecierpliwie. - Ja upadłem, on opadł. Co to znaczy?
Mężczyzna, dalej przypatryjąc mu się w zdumieniu, pokręcił głową.
- Nie wiem. Staramy się tego dowiedzieć od kiedy się obudził.
- W porządku. Gdyby coś uległo zmianie to proszę o informację. Na razie udam się do siebie.
- Panie Snape? - zatrzymał go jeszcze głos mężczyzny.
- Tak? - warknął.
- To tylko moje podejrzenie, ale chyba jest pan dla niego kimś wyjątkowym. Jeszcze nikomu nie powiedział, że upadł. Jedynie wyrażał się do przyjaciół, mówiąc "on upadł". Nic więcej.
- I? - ponaglił.
- Czy mógłby pan... Czy mógłby pan go odwiedzać? Może to pomoże mu odzyskać jakąś część siebie?
- Myślę, że da się to wykonać. - odrzekł beznamiętnie, a następnie opuścił pomieszczenie.
Nie pojawił się tam przez miesiąc.

********

- Witaj, Potter.
- Severus?
- Miałeś się tak do mnie nie zwracać.
Harry zwęził oczy, jakby próbując odgadnąć na ile szczerze mówi mężczyzna. Po chwili westchnął i skinął głową.
- Miałem. Ale nie mówiłeś tego poważnie. Łudziłem się, że zmienisz zdanie. Jednak najwyraźniej upór Snape'a został w tobie mimo wszystko. - Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. - Jeżeli będziesz kiedyś chciał, bym znów mówił do ciebie po imieniu, wystarczy tylko powiedzieć.
- W porządku.
- Zagramy w szachy?
- Skąd...?
- Ron mi przyniósł, kiedy mnie odwiedził ostatnim razem.
W jego tonie dało się wyczuć lekko gorzkawą nutę. Mistrz Eliksirów przyjrzał mu się uważniej.
- Kiedy to było?
- Dwa miesiące, trzy dni, siedem godzin i dwadzieścia dwie minuty. Sekund już nie liczę, zbyt nużące zajęcie.
Gdy Severus otrząsnął się z szoku, obejrzał dogłębniej pomieszczenie. Żadnego zegarka, kalendarza, nawet przeliczeń na ścianie co, w obliczu takiej dokładności, i tak by się na nic nie przydało. Zerknął na chłopaka, ustawiającego teraz szachy.
- Jakim cudem to wiesz?
Wzruszył ramionami.
- Po prostu wiem. Gramy?
- Oczywiście. Mogę zadać jeszcze jedno pytanie?
Uśmiechnął się do niego szeroko.
- Po pierwsze: znów nie jesteś sobą. Prawdziwy Snape nie zapytałby o pozwolenie. Po drugie: właśnie je zadałeś. Jednak jeśli chcesz to proszę bardzo, zadaj jeszcze jedno.
- Ile nie było mnie?
Mina chłopaka spochmurniała.
- Miesiąc, jeden dzień, siedemnaście godzin i czterdzieści sześć minut. Sekund nie liczę.

*******


- Witam, Snape. Już myślałem, że nie przyjdziesz. Chcesz wiedzieć ile cię nie było?
- Ile?
-Tydzień, dwa dni, sześć godzin i trzynaście minut. Sekund nie liczę.
Severus skinął głową. Z jakiegoś powodu mu wierzył i nie musiał go sprawdzać.
- Dlaczego Weasley przestał cię odwiedzać? - zmienił nagle temat.
- Przerosło go to.
Snape zmarszczył brwi.
- Co takiego?
- Że już nigdy nie będę sobą. - Przekrzywił głowę. - A może teraz właśnie jestem sobą? Nieważne. Po prostu nigdy już nie będę takim jakim mnie zapamiętał z przeszłości.
- A chciałbyś?
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Nie. Przynajmniej mam wspomnienia.
- Jakie wspomnienia?
- Sprzed chwili gdy upadłeś. To warte więcej niż "zwyczajność" w oczach innych.
- Co przedstawiają te wspomnienia?
Potter uśmiechnął się z pobłażaniem.
- Ciebie. Sprzed chwil gdy upadłeś.


******


- Ile, Potter?
- Witaj, Snape. Dwa dni, trzy godziny, trzydzieści pięć minut. Sekund nie liczę. Chyba, że chciałbyś żebym zaczął?
- Nie trzeba, skoro cię to nuży.
Przytaknął.
- Bardzo. Liczenie minut jest ekscytujące, ale sekundy są takie... prostackie.
- Kto ci to powiedział?
- Ty. Zanim upadłeś.
Westchnienie.
- Zagramy w szachy?
Całe napięcie rozpadło się na drobne kawałeczki. Chłopak rzucił się po opakowanie z grą.
- Zawsze. - odrzekł, po czym dodał. - Stęskniłeś się? Nigdy tak szybko nie przychodziłeś. Nikt tak szybko nigdy nie przychodzi.
- Nie, Potter. Nie stęskniłem się. - Oczywiście kłamał. Ten chłopak miał w sobie coś, co go przyciągało. Nie rozumiał co, ale gardził sobą, bo nie potrafił tego odrzucić. - Wiesz dlaczego nikt nie przychodzi tak szybko?
- Z pewnością ich to wszystko przerasta. Jak Rona. Dziwię się tylko Mionie dlaczego chce dalej przychodzić.
- Nie wiesz z jakiego powodu to robi?
- Wiem. Sam też bym dla niej to robił. - Uśmiechnął się. - Kocham ją, a ona mnie.
- Więc dochodzisz do tego, że Weasley cię nie kocha?
Potter zmarszczył brwi w wyrazie zamyślenia.
- Kocha. Ale on jest inny niż Miona. On woli kochać z odległości i nie musieć cierpieć.
- Więc sądzisz, że cierpi - stwierdził, nie oczekując już żadnej reakcji, ale Harry i tak odpowiedział.
- Tak, bo mnie kocha.

****

- Witam, Potter.
- Dzień dobry, Snape.
- Ile?
- Sześć dni, dwanaście godzin, piętnaście minut. Mogłeś jeszcze trochę poczekać, byłby równy tydzień.
- Chciałbyś, żebym czekał?
- Nie, dobrze, że już jesteś.
Na chwilę zapadła cisza, podczas której Harry wpatrywał się w niego jak za każdym razem gdy nic nie mówili. Severus powoli przyzwyczajał się do tego spojrzenia, choć nie przestawało go ono krępować. To znaczy irytować, oczywiście, że on się nie krępuje.
- Kto jeszcze cię odwiedza?
Chłopak przekrzywił głowę, wystawiając rękę i pokazując kolejno palce.
- Ty. Hermiona. Profesor McGonnagal raz w miesiącu. Ron raz na pół roku...
- Skąd wiesz, że raz na pół roku?
Brunet zamrugał skołowany.
- Po prostu wiem.
- Niby jakim cudem, do cholery, możesz to wiedzieć Potter?! Ten czas jeszcze nie nadszedł! I w jaki sposób przeliczasz te cholerne minuty nie mając zegarka, kalendarza... Niczego!
Przez chwilę myślał, że przesadził. Ten chłopak był chory! Nie powinien na niego krzyczeć. Zmarszczył czoło. Snape'owie nie przepraszają, ale... Musiał stłamsić dumę. W chwili kiedy otworzył usta, chłopak, który dotychczas spoglądał na niego bez wyrazu uśmiechnął się nagle.
- Wróciłeś, Severusie. Znów jesteś sobą!
- Miałeś...
- Tak, wiem. Przepraszam. Zagramy?
- Oczywiście, Potter. Czyli nie odpowiesz? - zapytał, podczas gdy zielonooki rozkładał szachy. Były Gryfon pokręcił głową.
- Nie są to pytania, na które da się racjonalnie odpowiedzieć, ale mogę spróbować. Po pierwsze: nie wiem skąd, ale mam pewność, że Ron odwiedzi mnie za... - zmarszczył brwi. - ...trzy miesiące, osiem dni, dwanaście godzin i dwadzieścia dwie minuty. Dokładnie. Sekund nie liczę. Po drugie: przeliczam czas. Tak, Snape, w głowie. Może jednak nie jestem taki bezmózgi jak myślisz - Wyszczerzył się do niego, zaczynając grać. Miał białe. - Po trzecie: wiem wiele rzeczy, które dopiero nadejdą.
- Och, czyli chcesz powiedzieć, że wiesz ile czasu zajmie mi przyjście do ciebie następnym razem?
Skinął głową, a przez twarz przemknął mu cień bólu.
- Tak. - szepnął. - Zdążę już spotkać się z Ronem.
Siedzieli chwilę grając i nic nie mówiąc. Severus starał się jednocześnie przemyśleć parę spraw. Nigdy nie sprawdzał chłopaka, ale jego przybliżenie czasowe było naprawdę dobre, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście nie widział się z chłopakiem sześć dni. Jednak czy normalnym było liczyć czas w umyśle? No i sprawa z przyszłością... Przecież nie mógł jej znać! Udowadniał to już sam fakt, że według jego obliczeń powinien nie przychodzić tutaj co najmniej kilka dobrych miesięcy. Potrząsnął głową.
- Szach-mat - stwierdził nagle chłopak. Snape spojrzał na szachownicę i zamrugał intensywnie. Niemożliwe...
- Skąd znasz ten zwód? - spytał cicho Mistrz Eliksirów. Tego akurat nauczył go ojciec, gdy był małym chłopcem. Nie sądził żeby...
- Ty mnie tego nauczyłeś. - powiedział przekrzywiając łepetynkę, zadowolony z siebie. - Ma się rozumieć, zanim upadłeś.
Ciemnooki mężczyzna wstał i wyszedł bez pożegnania. To było nierealne.
Nie odwiedził chłopaka przez cztery miesiące.

******


- Witam, Potter.
- Cześć - powiedział, leżąc na swojej pryczy, dalej wpatrując się w sufit.
- Jesteś zły? - zapytał, a chwilę później przeklinał się za to. Przecież nie powinno go to w ogóle obchodzić!
- Nie... Sam nie wiem. Rozumiem, że nie chciałeś tutaj być. Wiedziałem o tym wcześniej. Ale ból i tak zostaje. - Uśmiechnął się pod nosem, siadając i opuszczając gołe stopy na ziemię. Na sobie miał przetarte dżinsy i zieloną koszulkę. Zestaw mugolskich ubrań. Severus zdziwił się, zauważając to. Wcześniej nosił jedynie koszule szpitalne. - Chcesz wiedzieć?
- Co takiego?
- Ile cię nie było.
Skrzywił się i pokręcił głową.
- Nie tym razem.
- W porządku. Więc co chcesz wiedzieć?
Uniósł brew.
- Skąd wiesz, że w ogóle coś chcę?
- Och, widać po oczach.
Gdyby mógł, wytrzeszczyłby je w tej chwili do tego stopnia, że potoczyłyby się one po pomieszczeniu. Tego jeszcze nie słyszał od nikogo. Zazwyczaj mówiono mu, że ślepia jego są puste do tego stopnia, iż nikt nie może zorientować się co ma na myśli i co czuje...
- Doprawdy?
- Pewnie. Więc co to takiego?
Zmrużył oczy, starając się na chwilę odłożyć rozmyślania.
- Dlaczego nosisz teraz inne ubrania?
- Ach! Będę się stąd wynosił!
- Gdzie?
- Do Rona. - Wygiął wargi w uśmiechu. - Dlatego przyszedł. Chcą mieć mnie przy sobie.
- Wiedziałeś?
Przytaknął.
- Oczywiście. Zdecydowali się na ból.
- Ale to ty ich na niego skazujesz.
Chłopak parsknął rozbawiony i spojrzał na niego.
- Próbowałeś kiedyś odseparować się od osoby, którą się kocha?
- ...
- Tak myślałem. - Uśmiechnął się nieco szerzej. - Wtedy boli bardziej, bo nie wiesz co się dzieje.
- Czyli to nasze ostatnie spotkanie.
- Hmm...
- Coś nie tak, Potter?
- Zagramy?


******


- Witaj, Potter.
- Dobry wieczór, Snape.
- Skąd wiesz, że jest wieczór?
- Myślałem, że rozmawialiśmy na ten temat. Chcesz wiedzieć ile się nie widzieliśmy?
- Ile?
- Miesiąc, pięć dni, cztery godziny i trzydzieści sześć minut. Sekund nie liczę.
Skinął mu głową.
- Dobrze się tu urządziłeś.
- Tak... Też tak sądzę. Zamknięto mnie tutaj... Nie spuszczają ze mnie oka.
- Dziwisz im się?
- Czasami. Już jest ze mną lepiej.
- Na jakiej podstawie to wywnioskowałeś?
Roześmiał się, kręcąc głową.
- Przyzwyczaiłem się do wspomnień.
- Jakich?
- Sprzed twojego upadku.
Szczerze zaczął nienawidzić to zdanie. Za każdym razem, gdy Potter je wypowiadał, miał ochotę coś rozwalić.
- W jaki sposób się przyzwyczaiłeś?
- Traktuję je jako sen. - Uśmiechnął się rozmarzony. - Jako wspaniały sen, niemożliwy do spełnienia.
Zwrócił na niego swoje szmaragdowe spojrzenie, pełne tęsknoty i bólu jednocześnie. Coś w środku Mistrza Eliksirów pękło.
- Opowiesz mi o tym... śnie?
Chłopak przełknął ślinę i odwrócił wzrok.
- Nie chcesz tego. Nie chciałbyś.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo mnie nienawidzisz - zaśmiał się smutno.
- Z wzajemnością, jak mi się zdaje - prychnął.
Ku jego zdumieniu Harry potrząsnął energicznie głową.
- Nigdy! Już dawno cię odnienawidziłem!
Chwilę później zarumienił się, zażenowany swoimi słowami.
- Przepraszam - szepnął miękko. - Nie powinienem był tak wybuchać. - Westchnął. - Kiedy ja nauczę się myśleć, zanim coś powiem, prawda?
- Nigdy, Potter. W końcu jesteś Gryfonem.
Chłopak zachichotał, kręcąc głową.
- Tak, pewnie masz rację.
Nastała chwilowa cisza. Snape wiedział, że nie odpuści mu tych wspomnień, ale teraz... Teraz pragnął zapytać jeszcze o coś innego.
- Dobrze ci się tu mieszka?
- Tak... Tak myślę. Jest nieźle.
Duma. Ta cholerna, ślizgońska duma!
- Zastanawiałem się... U mnie w Snape Manor jest dużo miejsca i...
- Tak - odparł pewnie, patrząc na niego szeroko otwartym, ognistym spojrzeniem. - Mówisz serio?
Westchnął.
- Jak najbardziej.


******


- Co u ciebie?
- Chyba wiesz, Potter. W końcu mieszkamy razem.
- Mhm...
- Coś jeszcze?
- N-nie. Nic takiego.


******

- Potter?
- Tak?
- Mógłbyś mi opowiedzieć...
- Nie powinienem.
- Dlaczego?
- Rozzłościsz się i przestaniesz do mnie odzywać.
- Obiecuję, że tak nie będzie.
Zielonooki zaśmiał się bez humoru i pokręcił głową.
- To na nic, skoro wiem jak będzie... Ale dobrze, skoro tego pragniesz.
- Jak niczego innego.
Skinął głową.
- Pamiętasz dzień bitwy ostatecznej?
Zesztywniał. Jeżeli temu szczeniakowi chodzi o to, że...
- Nie. Mam na myśli ostatnią walkę. Pomiędzy mną a Voldemortem.
- ...Tak. Pamiętam...
- Więc pewnie kojarzysz też czar jaki na nas rzucił?
- Oczywiście.
Przytaknął mu lekko. To było trudniejsze niż się wydawało.
- Zapadliśmy w śpiączkę. Prawda?
- Jeśli masz tylko stwierdzać fakty, to..
- Nie. Poczekaj. Pamiętasz cokolwiek z okresu, gdy byliśmy w... śpiączce?
Prychnął.
- Nikt tego nie pamięta, Potter, bo wtedy nie ma nic!
Były Gryfon zasmucił się wyraźnie na to stwierdzenie.
- Ja pamiętam...
Ciemnooki spoglądał na niego chwilę bez wyrazu. To jest niemożliwe... Dla nikogo, nawet dla CKP - Chłopca Który Przeżył! Wziął kilka głębokich oddechów, żeby nie wybuchnąć.
- Więc co takiego pamiętasz, co wyprowadza cię z równowagi?
- Nas. Razem. Dosłownie. Dużo czasu spędziliśmy wspólnie, aż w końcu zaczęliśmy się traktować... Dobrze. Nawet lepiej niż dobrze, jeśli wiesz o co mi chodzi. W miejscu zwanym Poczekalnią. Mogliśmy odejść. - Przygryzł wargę. - Jednak zdecydowaliśmy się wrócić. Powiedziano nam co nas spotka. Kpiłeś z nich, ale ja... Ja poprosiłem o wiedzę. Chciałem pamiętać. Ty nie chciałeś się prosić. Jak to Snape'owie... A teraz ja pamiętam, kiedy ty trwasz w niewiedzy. Lecz nie chciałbym tego zmienić. - Posłał mu nieśmiały uśmiech. - Te chwile były zbyt piękne, by je zapomnieć.
- Potter, ty... - Zabrakło mu słów. Istotnie i chyba po raz pierwszy w życiu.Wyszedł z domu. Własnego domu.
Trzaskając drzwiami, mimo, że nigdy tego nie robi.
Na drugi dzień Potter wyprowadził się do Weasley'ów.
Nie spotkali się przez trzy miesiące.


******


- Potter...
- Cześć.
- Jesteś zły.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Zawsze, kiedy jesteś zły, witasz mnie zwykłym "Cześć" - bez imienia, nazwiska ani niczego innego.
Przytaknął jego słowom.
- Wiesz więc pewnie też czemu jestem, jak to nazwałeś, zły.
- Nie odzywałem się.
- Tak, ale to zrozumiałe.
Zmrużył oczy.
- W którym miejscu, Potter? Bo chyba mamy na tą sprawę inny pogląd.
- Prawdopodobnie. - Skinął głową, zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią. - Przestraszyłeś się.
- Ja nie...
- Tak, nie próbuj wmawiać mi, że jest inaczej. Wiem to. Każdy by się bał. W końcu moje wspomnienia nie ograniczają się wyłącznie do trzymania za rękę. - Zaśmiał się bezgłośnie i odwrócił tyłem, żeby mężczyzna nie zobaczył łez cisnących mu się do oczu. - Strzelaj dalej.
- Bo musiałeś się wyprowadzić?
- Nie, to również rozumiem.
- Z powodu bólu jaki mogłem na ciebie sprowadzić?
- Hmm, poniekąd być może. Ale nie całkiem.
- Potter, do cholery, planujesz mi to powiedzieć?!
Harry westchnął.
- Bo te czasy już nie wrócą. Oto dlaczego jestem zły. - szepnął i postanowił spojrzeć jeszcze raz w te hebanowe oczy. Zwierciadła, w których odbijało się tyle emocji... - Bo wiem, patrząc na ciebie, że to wszystko było... niczym. Choć nie do końca, to jednak - niczym. Nie mamy z tego nic. Ty mógłbyś żyć jeszcze normalnie, ale ja... We mnie już na zawsze pozostanie piętno ciebie. Już nigdy nie zapomnę.
- Mówiłeś, że nie chciałbyś zapomnieć.
- Nie chciałbym. Ale czasami wydaje się, że tak byłoby lepiej.
Stali chwilę w ciszy, wpatrując się w siebie nawzajem. 
- Dlaczego mówiłeś, że ja upadłem, a ty...
- Och. - zaśmiał się. - Tak właśnie było. Każdy stamtąd upada, tracąc jednocześnie pamięć na skutek... upadku. Ja jednak opadłem, lekko i bezpiecznie. Prawie wszystko zapamiętałem.
- Prawie?
- Mhm. Nie wszystkie momenty przyszłości znam w tej chwili, ale niektóre tak.
- Wiesz więc jak skończy się to spotkanie?
Zagryzł wargę, a po chwili podszedł do niego i ścisnął jego dłoń.
- Potter...
- Tak?
- ...Chodźmy do domu.
Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Chętnie.
- Jeszcze jedno.
- Tak?
- Możesz mi mówić po imieniu.
Jego uśmiech poszerzył się.
- W porządku. Dziękuję, Severusie.
- Nie ma za co... Harry.


Dziękuję za uwagę. :D
Pozdrawiam serdecznie, Sakk <3

2 komentarze:

  1. Cudowne.
    Jedna z najlepszych, które czytałam. Powtórze:
    C U D O W N E
    Niezwykły one-shote.
    Oby było takich tylko więcej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    o jejciu, naprawdę tekst wspaniały, te rozmowy Harrego z Swverusem, i ten tekst „to nie możliwe nawet dla chłopca, który przeżył...”
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń