Informacja
Ten blog powstał na potrzebę zakładki "One-shoty" na blogu http://hp-i-cena-prawdy.blogspot.com ;)
Mimo wszystko żywię szczerą nadzieję, że będzie on Wam miłym towarzyszem na nudne chwile ;)
Pozdrawiam serdecznie, Sakk <3
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
To nic nie znaczy.
Tak, jak można było się spodziewać, powracam z nowym tworem.
Jak i większość tych moich króciutkich opowiadanek, to również nie jest normalne. Jak sądzę.
W każdym razie zapraszam do zapoznania się z tekstem.
Drarry.
Lekkie, ledwo zauważalne, można by przerobić to na każdy parring - kiedyś tak zrobiłam - ale mimo to dodaję je w ten sposób, w jaki powstało. Tak będzie najlepiej...
Miłego czytania ;)
~~~*~~~
Zapowiedź wieczoru.
Patrzysz na mnie.
Twoje szare, stalowe oczy nie błyszczą już gniewem.
Już nie.
Teraz rozjaśnia je coś innego.
Pragnienie? Pożądanie?
Bo to nie jest miłość.
To nie może być to uczucie.
Przecież "to nic nie znaczy".
Zastanawiam się co widzisz patrząc na mnie w taki sposób, ale nie pytam.
Nie żebym nie chciał wiedzieć.
Sęk w tym, że nie chcę niszczyć tej ciszy, która zapadła pomiędzy nami.
Nie takiej niezręcznej.
Wręcz przeciwnie.
Ta cisza jest wygodna, przyjemna.
Zdaje się jakby brzęczała mi cichutko w uszach.
Ale cisza przecież nie może brzęczeć, prawda?
Bo wtedy to nie byłaby cisza.
Z drugiej strony to ciekawe - jak cisza może pozostać ciszą nawet wtedy gdy, według niektórych, wibruje?
Tak, to dziwne.
Tyle, że jakoś nie ma to dla mnie znaczenia.
Nie teraz.
Zastanowię się nad tym jak już odejdziesz.
Bo wiem, że odejdziesz.
Zawsze odchodzisz.
Nigdy nie zostajesz.
Przynajmniej nie na długo.
Mówisz "to nic nie znaczy".
Nie wiem co robisz przez resztę czasu.
I nie chcę wiedzieć.
Boję się tej wiedzy.
Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mnie do siebie przywiązałeś.
Jak bardzo czekam na wieczór każdego ranka.
Każdego popołudnia.
Każdej nocy.
Mógłbym siedzieć cały dzień wpatrując się w słońce, tylko po to by w końcu ujrzeć zachód.
Bo ty zawsze pojawiasz się o zachodzie.
Nigdy minutę wcześniej, nigdy minutę później.
Zawsze równo.
Tak jakbyś wiedział, że w tym świetle wyglądasz najlepiej.
Nie żebyś inaczej nie wyglądał dobrze.
Bo wyglądasz dobrze.
Pięknie.
Cudownie.
Ale o tej porze, kiedy słońce mieni się czerwienią i zalewa twoje idealnie białe ciało...
Nie wiem jak to określić, ale wyglądasz jeszcze lepiej.
Czy przesadzam?
Pewnie tak.
Nie powinienem myśleć o tym wszystkim
W końcu "to nic nie znaczy".
Żałuję, że tak jest. Że tak musi być.
Przynajmniej dla ciebie.
Bo dla mnie już od dawna to wszystko znaczy wiele. Być może nawet zbyt wiele.
Stałeś się dla mnie uzależnieniem. Niczym narkotyk, bez którego nie potrafię nawet przeżyć jednego, normalnego dnia. A może nigdy tego nie potrafiłem?
Ale nie mogę ci tego powiedzieć. Nie możesz się tego dowiedzieć.
Wtedy mógłbyś odejść, prawda?
A to byłoby dla mnie nie do wytrzymania...
Już nie potrafię żyć bez ciebie.
Dzień ma dla mnie już tylko jedno znaczenie - zapowiedź wieczoru.
Zapowiedź ciebie...
Zapowiedź twojego ciała, twojego dotyku, twojej czułości...
Być może udawanej czułości, ale jednak czułości...
Łaknę tego. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Czasami wydaje mi się, że też tego pragniesz, ale potem wypowiadasz to jedno zdanie, które burzy całą magię.
"To nic nie znaczy".
Czy na pewno?
Strach przepływa przeze mnie od jakiegoś czasu równie naturalnie co i krew.
Za każdym razem zadaję sobie pytanie: co jeśli się dowiesz, jeśli zrozumiesz, że ja cię...
Nie! Nie mogę o tym myśleć. Nie chcesz tego, więc i ja tego nie chcę.
Dlaczego? Bo boję się, że odejdziesz i nie wrócisz. Zawsze przeżywam ten strach na nowo.
Za każdym razem wyczekuję wieczoru w napięciu.
Od jakiegoś czasu nie robię już nic więcej.
Tylko czekam.
Czasami wydaje mi się, że tego nie wytrzymam. Tego oczekiwania...
Ale wtedy pojawiasz się ty, i moje myśli przestają istnieć.
Zdolność rozumowania zanika...
Jednak w takich chwilach jak ta boję się najbardziej.
Zaraz pewnie znowu usłyszę to znienawidzone już przeze mnie zdanie.
"To nic nie znaczy".
Dlaczego?
Dlaczego dla ciebie to nic nie znaczy?
A może tylko to sobie wmawiasz?
Łudzę się, że tak jest.
Jednak to nie zmniejsza mojego bólu...
Bo ból występuje. Za każdym razem, gdy tylko to słyszę.
Tyle, że ty nigdy się o tym nie dowiesz.
Bo nie chcesz, prawda?
Czemu tyle jest pytań, na które nie potrafię odpowiedzieć jasno?
Czy ty kiedykolwiek poczujesz do mnie to, co ja do ciebie?
Pewnie nie.
To boli.
Już dłużej tak nie mogę.
Ta niepewność odbiera mi zdolność egzystencji.
Pamiętam jak to wszystko się zaczęło.
Pierwszy pocałunek był jak spełnienie wszystkich marzeń.
Mimo, że wcześniej nie przeszłoby mi to nawet przez myśl, to teraz nie oddałbym tego za nic w świecie...
Pierwszy dotyk był niczym dotyk anioła.
I to się zgadza. Bo ty właśnie jesteś moim aniołem.
Nie powinienem tak myśleć, ale to prawda.
Pierwsze spotkanie w tajemnicy było najbardziej ekscytującym przeżyciem w moim życiu.
Nic się z tym nie równało.
Pokonanie smoka w Turnieju Trójmagicznym, spotkania z Voldemortem...
Nic nie dawało mi tyle adrenaliny co to.
Tyle, że teraz... To uczucie tylko komplikuje całą sytuacje.
Ja dla ciebie nic nie znaczę.
Tak mówisz, więc tak jest, prawda?
To ciężkie dla mnie, ale muszę to zrobić.
Nie wytrzymam dłużej...
Pamiętam jak w szkole, wchodząc do Wielkiej Sali szukałem cię wzrokiem.
Nie patrzyłem na Rona czy Hermionę.
Nie zwracałem uwagi na Ginny.
Nie pędziłem spojrzeniem do Cho.
Ty byłeś dla mnie ważniejszy.
Nie rozumiałem tego, ale teraz wiem, że nie chodziło tylko o zwykłą rywalizację.
Nie chodziło tylko o nienawiść. O gniew, rodzący się we mnie gdy nasze oczy się spotykały...
Swoją drogą to ciekawe, jak bardzo się zmieniliśmy.
A przynajmniej ja.
Nigdy nie zgadłbym, że poczuję do ciebie to co teraz.
Ale w tej chwili...
Wiem co powinienem powiedzieć.
Tylko dlaczego to jest takie trudne?
Wiesz, zawsze uwielbiałem kolor czerwony.
I nie chodzi tylko o to, że jest to kolor mojego domu.
Czerwień symbolizuje rozbudzenie i energię.
Władzę i cierpienie.
Miłość i nienawiść.
Gniew i szaleństwo.
Agresję i wściekłość.
Odwagę i porywczość.
Niecierpliwość i impulsywność.
Jest to kolor bardzo ludzki, cielesny.
No i oczywiście jest to też kolor krwii.
To przypadek czy przeznaczenie, że to wszystko nas połączyło?
Pech czy może szczęście?
Nie wiem. Na prawdę nie potrafię tego powiedzieć...
Wiem jednak jedno...
- To koniec. Dłużej tak nie mogę, Draco. Nie potrafię... Nie wytrzymam tego.
- Wiem - mówisz, co tylko wprawia mnie w zakłopotanie.
- Skąd?
Uśmiechasz się, tym swoim szyderczym uśmiechem.
Czy rzeczywiście jestem aż tak przewidywalny?
- Z twojej twarzy.
- Och.
A więc jestem niczym otwarta księga?
Faktycznie, nigdy nie umiałem za dobrze ukrywać uczuć...
- Co na niej widzisz?
Wreszcie zadaję to pytanie, nurtujące mnie za każdym razem gdy na mnie patrzysz.
Twój uśmiech się poszerza, kiedy wstając przechodzisz przez sypialnię.
Już myślę, że mi nie odpowiesz gdy nagle odwracasz się do mnie, stojąc w drzwiach.
- Wszystko, Harry. Wszystko - szepczesz, by w następnej chwili zostawić mnie samego.
~~~*~~~
Ciemność.
Ciemność pożera mnie niczym potwór złakniony krwi.
Bez ciebie wszystko wydaje się inne.
Gorsze.
Wiem, że to był mój wybór, ale inaczej nie mogłem postąpić.
Ty też o tym wiesz, prawda?
To wszystko i tak zaszło już za daleko.
Nocami, leżąc na zimnym łóżku, zastanawiam się czy na pewno dobrze zrobiłem.
To wszystko dlatego, że odzwyczaiłem się od samotności. Nocnej samotności. Bo dniami radzę sobie lepiej.
Teraz jednak dręczy mnie bezsenność.
Często obracam się na bok by dotknąć czyjegoś uda, czyjejś dłoni...
Tyle, że tam nic nie ma.
Wtedy paraliżuje mnie strach i potrzebuję chwili by sobie wszystko przypomnieć.
Chciałbym powiedzieć, że nic do ciebie nie czuję.
Że cię nie pragnę.
Że cię nie potrzebuję.
Ale musiałbym skłamać.
Zastanawiam się czy masz tego świadomość.
Zastanawiam się czy czasami też o mnie myślisz.
Minęły dwa miesiące, ale ja nie potrafię już bez ciebie istnieć.
Wcześniej byliśmy ze sobą w takim układzie niewiele ponad pół roku.
O pół roku za dużo.
Brakuje mi ciepła drugiego ciała.
Brakuje mi dotyku twoich aksamitnych palców.
Brakuje mi zachodów słońca, które teraz straciły dla mnie znaczenie.
Brakuje mi twojej skóry, białej niczym marmur.
Brakuje mi ciebie, w całej okazałości.
Czy jeszcze kiedyś się spotkamy?
W kółko zadaję sobie to pytanie.
Wiesz, to zabawne, że nie rozmawialiśmy ze sobą zbyt dużo przez ostatni rok, a ja i tak zdołałem się do ciebie przyzwyczaić.
Pokochać cię.
Zauważyłeś?
Już nie boję się dokończyć tego zdania.
W końcu jakiś plus.
Powinno mnie to podnieść na duchu, ale jest wręcz odwrotnie.
Dlaczego?
Dlaczego nie potrafię już bez ciebie żyć?
Wcześniej też nie robiłem zbyt wiele.
Moje życie było pełne ciebie.
I zachodów słońca.
Ale przynajmniej było czymś wypełnione.
Kimś.
Tobą.
Teraz za to jest puste.
I pełne ciemności...
A teraz...
Życzę ci dobrej nocy.
Może w końcu zasnę.
~~~*~~~
Samotność.
Nigdy nie bałem się ciemności.
Zawsze stanowiła pewną cząstkę mnie.
Dlaczego teraz jest inaczej?
Powinienem być do niej przyzwyczajony.
W końcu kiedy byłem małym dzieckiem sypiałem w komórce pod schodami.
Nie mówiłem ci o tym.
O niczym ci nie mówiłem.
Bo my w ogóle nie rozmawialiśmy.
Teraz jak o tym myślę, wydaje mi się to niezrozumiałe.
Ale w tamtych momentach...
Cisza nas jednoczyła.
Była czymś innym.
Czymś dobrym.
Ty też ją lubiłeś.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
W końcu nigdy mi tego nie powiedziałeś.
Znamy się już prawie dziesięć lat, a i tak nic o tobie nie wiem.
Czemu?
Chciałbym zapytać cię o tyle rzeczy.
Jaki jest twój ulubiony kolor?
Jaki zapach lubisz?
Jaką liczbę uważasz za szczęśliwą?
Głupie, podstawowe pytania.
Ale na prawdę marzę o tym by się tego dowiedzieć.
Tyle, że pewnie już się nie zobaczymy.
Czy tęsknisz za mną?
Za tymi chwilami, w których potrafiłeś milczeć całymi dniami i patrzyć mi w oczy?
Za momentami kiedy leżeliśmy obok siebie?
Nie przytuleni.
Tak po prostu - leżeliśmy.
Oboje wpatrywaliśmy się wtedy w sufit zatopieni w myślach.
Nad czym się zastanawiałeś?
Czasami żałuję, że nie odezwałem się wtedy.
Jakoś mnie onieśmielałeś.
Z resztą to nie było trudne.
Zawsze byłem nieśmiały.
Pamiętasz, jak zaprosiłem Cho na bal?
Tak, pewnie było o tym głośno.
W końcu wszystko co dotyczy mnie prędzej czy później staje się sensacją.
Z nami też by tak było.
W takich chwilach tak bardzo chciałbym być normalnym człowiekiem.
Ta sława, niezasłużona sława, tylko wszystko kompilkuje.
Uwielbiam myśleć "co by było gdyby".
Problemem jest tylko to, że zazwyczaj smuci mnie odpowiedź.
Co by było gdybym jednak dla ciebie coś znaczył?
Co by było gdybym nie miał na karku Voldemorta?
Co by było gdybym nie był Złotym Chłopcem?
Czy wtedy byłoby nam lżej ukrywać nasze spotkania?
Czy w ogóle musielibyśmy to ukrywać?
Nie wiem.
I w sumie dobrze, że nie mogę się dowiedzieć.
Bo byłoby mi jeszcze ciężej...
~~~*~~~
Spełnienie.
Siedziałem na parapecie oglądając zachód słońca.
Znowu zacząłem to robić.
Już mnie to nie nudzi.
Już nie.
Mogę nawet powiedzieć, że to wschody słońca wydają mi się teraz przyjemniejsze.
Nie są zapowiedzią samotności.
Nie są zapowiedzią ciemności.
Nie są zapowiedzią ciszy.
Nie są zapowiedzią niczego.
Tak na prawdę to wschód słońca jest początkiem.
Dlatego zacząłem je lubić.
Przy tobie było odwrotnie.
To wschód słońca oznaczał koniec.
To on był zapowiedzią ciszy, samotności.
Może nie koniecznie ciemności za oknem.
Ale w moim sercu na pewno.
Jednak odchodzę od tematu.
Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza.
Myśli...
Takie właśnie są myśli.
Żyją własnym życiem.
Więc - siedziałem właśnie na parapecie gdy usłyszałem pukanie.
Nie spodziewałem się nikogo.
W końcu kto mógłby mnie odwiedzić?
Ron, Hermiona, Ginny, Neville, Luna...
Wszyscy, którym na mnie zależało, nie żyją.
To smutne, ale prawdziwe.
Czasami leżąc obok ciebie zastanawiałem się, czy maczałeś palce w ich śmierci.
Nie byłoby to dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Tyle, że ja nie chciałem tego wiedzieć.
To zburzyłoby mój cały świat.
Cały świat złożony z ciebie.
Złożony z iluzji twojej osoby.
Osoby, którą byłem w stanie pokochać.
Nawet pomimo tego, że nie zamieniliśmy więcej niż stu słów.
To raczej dziwne.
Niespotykane.
Ale tak było.
I tak jest.
Nie chciało mi się otwierać drzwi.
Tylko ta cholerna gryfońska ciekawość nie pozwoliła mi siedzieć na miejscu.
Teraz tego nie żałuję.
Jakbym mógł, skoro za progiem stałeś ty...
Twoje popielate oczy, płonące czymś bliżej nieokreślonym, wpatrywały się we mnie.
Nic nie powiedziałeś.
Tylko stałeś.
Ale to mi wystarczyło.
Z samego twojego spojrzenia wywnioskowałem, że tobie też mnie brakowało.
Podszedłem do ciebie, w tym samym momencie, w którym ty ruszyłeś w moją stronę.
I już nic się nie liczyło.
To, że tu byłeś...
Przy mnie.
Znowu.
O zachodzie słońca.
...to było najważniejsze.
~~~*~~~
Cała wieczność.
Deszcz dobija się do moich okien.
Naszych okien.
Zawsze lubiłem ten dźwięk.
Uspakaja mnie.
Już od dzieciństwa.
Kiedy zostawałem sam w domu, a wujostwo zamykało mnie w pokoju modliłem się o deszcz.
Nie wiedziałem wtedy jak to robiłem, ale zawsze mi się udawało go przywołać.
W tamtych momentach krople były moimi jedynymi towarzyszami.
Sprzymierzeńcami.
Przyjaciółmi.
Być może nigdy mi nie odpowiadały, gdy się do nich zwracałem, ale wystarczyła mi ich obecność.
Bo wiesz, nigdy nie miałem przyjaciół.
Mój kuzyn skutecznie odstraszał ode mnie wszystkich ludzi.
Nie zapomnę Kevina z sąsiedztwa.
Odważny chłopak.
Skończył w szpitalu na co najmniej miesiąc.
Oczywiście ciotka zawzięcie broniła swojego Dudziaczka.
W wyniku końcowym Dudley'owi się za to nie dostało.
Zbyt mało dowodów.
Można powiedzieć, że Dudley wygrał ze wszystkimi.
Z rodzicami Kevina, z policją...
No i ze mną.
Kevin przestał się do mnie odzywać.
Widać przestraszył się tego zajścia.
Z resztą - kto by się nie zlękł?
Chyba jedynie czarodziej.
Ale odchodzę od tematu.
Właśnie po tym zdarzeniu straciłem swojego jedynego przyjaciela.
Innych nie miałem.
Aż do czasu Hogwartu.
Dlatego postanowiłem się zaprzyjaźnić z deszczem, który był przy mnie zawsze i wszędzie
Nawet dzieci w szkole śmiały się ze mnie, bo wraz ze swoją osobą sprowadzałem burzowe chmury.
Myślisz, że przesadzam?
Wcale nie.
Deszcz mnie uspokajał.
Koił moje rany, kiedy wuj czy Dudley się na mnie wyżywali.
Ale teraz nie o to mi chodzi.
Chcę tylko powiedzieć, że nie jest mi on już więcej potrzebny.
W końcu teraz mam ciebie.
I to nie na chwilę, ale na całą wieczność.
KONIEC.
Jeżeli widzicie jakieś błędy w którymkolwiek opowiadaniu, proszę o ich wskazanie.
Czasami nie mam sił sprawdzać opowiadań, a czasami zwyczajnie coś pominę...
Miło byłoby też poznać Wasze zdanie.
Odnośnie tytułu... Nie umiem ich wymyślać, wiecie? ;)
Pozdrawiam i do kolejnego "opowiadanka". ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wow... Zaniemówiłam...
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńwspaniały tekst, r\taki, taki, aż brak mi słów, jak widać znaczył coś jednak dla Draco, ten też za nim tęsknił...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Cześć :) Czy byłaby możliwość abyś udostępniła mi możliwość przeczytania twojego bloga "hp i cena prawdy"? Bardzo mnie zainteresował z samych opisów i byłabym szczęśliwa mogąc je przeczytać :) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńHejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana autorko, proszę wróć tutaj tęsknię, i proszę odblokuj dostęp do Twojego drugiego bloga...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że tutaj powrócisz, bo ja bardzo tęsknię... a opowiadanie jest bardzo rewelacyjne... chcę więcej...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Monika
Hejeczka, hejeczka
OdpowiedzUsuńDroga autorko, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowy rozdział, a tutaj lata lecą i nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać... opowiadania są po prostu cudowne...
Mam nadzieję, że jednak też zaglądasz tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńte teksty są niezwykle, więcej by się chciało o Harrym i Tomie...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Anka